To była nagła decyzja... Niemalże poryw, który kazał przemalować białe rzeźby na ciemnoczerwony kolor. Jakby ktoś żądał lub coś domagało się krwi. A biel z całym jej autorytetem i czystością musiała zostać poświęcona, aby mogła nastąpić przemiana.
Co ciekawe liczną grupą rzeźb poddanych tej przemianie stanowią te, należące do cyklu Metamorfoza. Być może po to, aby mógł dopełnić się tytuł serii. Czy raczej, aby mogła wypełnić się złożona w tytule obietnica.
Xawery Wolski rozpoczyna pracę nad tym cyklem ok. 2010 roku. Jego charakterystyczną cechą są różnych rozmiarów stożkowate elementy, które zdają się wyrastać na tradycyjnie zdefiniowanych rzeźbiarskich formach. Sprawia to wrażenie, jakby rzeźba ulegała jakiejś mutacji. Przykładem może być prezentowana na wystawie Minotaur (2021-22) — w której punktem wyjścia jest schematyczny zarys łba z rogami. Do tego kształtu w mozolnym procesie artysta dołączył niezliczoną ilość stożkowatych wypustek. Sprawia to wrażenie, jakby głowa byka przekształcała się w jakąś inną formę. Może to kojarzyć się również z chorobliwą hipertrofią, zainfekowaniem przez ciała obce lub obrastaniem nieznanymi organizmami. Jednocześnie precyzyjne wykonanie tych elementów i pewien estetyczny rygor wywołują raczej zmysłową przyjemność niż obawę przed patogenami. Ta ostania utrzymuje się jedynie jako rodzaj podprogowego niepokoju. Jest on wywołany niepewnością do czego zmierzała ta transformacja, która, jak się zdaje, została przerwana przedwcześnie.
W cyklu Metamorfoza podobnemu działaniu poddawane są formy wcześniej występujące w twórczości Wolskiego. Jakby dotykała je konieczność transformacji, która jednocześnie nie ma wyraźnie określonego celu. Znacząca część rzeźb serii wykonana jest z białej terakoty. Materiał w połączeniu z barwą tworzy silne odniesienie do tradycji rzeźby — nowoczesnej, nowożytnej i starożytnej. Artysta tuż po studiach jeszcze w latach 80. udaje się do Carrary, by pracować z tamtejszym marmurem — tym mitycznym materiałem klasycznego europejskiego rzeźbiarstwa. Później sięga po białą terakotę, przez którą odnosi się dodatkowo do tradycji sztuki mezoamerykańskiej. Jest zatem głęboko świadomy semantyki i retoryki bieli.
Przemalowanie białych rzeźb ciemnoczerwonym lakierem samochodowym jest do pewnego stopnia gestem ikonoklastycznym wobec własnej twórczości. Szlachetna czystość bieli — autorytet wielkiej tradycji rzeźby — została zbrukana kolorem, który kojarzy się z odtlenowaną krwią. Co wywołało impuls, który pchnął artystę do tego zamachu? Jakiś wstrząs (takie jest jedno ze znaczeń łacińskiego impulsus) kazał poświęcić biel i nasilić czy dopełnić transformację.
Jeśli lakier znaczy krew, to rzeźba znaczy skrzep. Tym razem przemiana dotyczy przede wszystkim semantyki — świadomych i nieświadomych skojarzeń, wywołanych metamorfozą barwy. Krwawiąca lub zakrwawiona rzeźba czy ciało. Przemiana otwiera metaforyzację i transformacje doświadczenia zmysłowego, które staje się perwersyjne. Skojarzenie z krwią sugeruje przemoc, ta z kolei zdaje się być negowana przez zmysłowe efekty jak gładkość i połyskliwość, które wywołują szczególny rodzaj przyjemności.
Czai się tu jednak pewne ryzyko, którego skrajnym przejawem może być atak hemofobii. Czerwona barwa wywołuje intensywne, ale przeciwstawne odczucia: pasję, ekscytację, przyjemność oraz złość, agresję, poczucie zagrożenia. Niezależnie od tego, czy łączy się z przyjemnością czy przykrością, to intensywność odczuć przemienia właściwy rzeźbie „metabolizm tego, co niezmienne" (żeby użyć pojęcia Catherine Malabou). Stagnację formy przemienia w grę impulsów, których skutki niemożliwe są do przewidzenia.