- Był taki czas, kiedy najbardziej podstawowe czynności wzrastały do formy rozbudowanego obrządku, misterium celebrującego piękno i chwilę, a niekiedy festiwalu zbytku i luksusu podkreślającego status społeczny - mówi artysta i kolekcjoner w jednej osobie Jakub Godziszewski. - Wierzono wówczas w uzdrawiającą siłę estetyki, rozpraszającą szarość codzienności. Prezentowany zbiór fragmentarycznie unaocznia to, czego wyrzekliśmy się przez pośpiech życia oraz inne okoliczności… czy słusznie?